Dzień -1: Pełna gotowość

Walizka spakowana. Nawet nie było tak źle, jak na mikre 16 kg. Kąpielówki są. Okularki również. Baterie naładowane, karty pamięci wyczyszczone. Aparat w sakwie. Słuchawki + iriver w gotowości. Wałek pod głowę do samolotu, książki i przewodniki w plecaku. Najważniejsze mam. Teraz czeklista z innymi pierdołami.

  • Paszport – warto o nim pamiętać, bo w sumie opuszczamy UE… 😉 Sprawdźcie, czy ważność waszego jest wystarczająco długa (min. 6 miesięcy w dniu powrotu). Do tego warto mieć jego kopię, chociażby w wersji elektro gdzieś na komputerze, w chmurze, czy w telefonie. Strzeżonego…
  • Kasa, flota, mamona, siano, forsa, hajs, kapucha, sałata. Ale o tym później.
  • Umowa – podstawą odebrania biletów od biura podróży będzie co prawda paszport, ale warto mieć ze sobą ten papierek. Tym bardziej w sytuacji, gdy konieczne będzie skorzystanie z usług ubezpieczyciela. Ewentualnie na miejscu spotkamy warunki, których w największych koszmarach nie wyśniliśmy…
  • Foto – co prawda wizy dla Polaków zostały zniesione, ale jeśli będziemy przekraczali granicę z Birmą legalnie, zdjęcie może się przydać. Brak zdjęcia = łapówka.
  • Apteczka – Agnieszka jak zwykle zabiera pół walizki leków. Przeciwbólowe, przeciwuczuleniowe, przeciwzapalne, przeciwgorączkowe… Elektrolity, plastry, maście, kremy… Do picia, do ssania, do wcierania, do łykania… Mamy wszystko!
  • Parasol – pora deszczowa się skończyła, ale z tego co wiem lubi tam czasem lunąć zdrowy deszczyk.
  • Kremy z filtrem, nakrycia głowy, okulary przeciwsłoneczne – no w końcu jedziemy w rejony, gdzie raczej nie schodzi poniżej 30 Celsjuszy…
  • Maszynka do golenia głowy, żeby przystrzyc czasem brodę i jednorazówki do brody, żeby ogolić głowę – po ponad 2 tygodniach bez golenia mógłbym od razu po powrocie przebrać się za Św. Mikołaja! 😉
  • Długie nogawki i długie rękawy [jak to mawiał mój Ś.P. boss z czasów wakacyjnej pracy w USA] – mimo, że będzie gorąco i wskazane są raczej przewiewne dzianinki, chcąc zwiedzać świątynie należy pomyśleć o stosownym ubiorze
  • Prowiant do plecaka – bo czymś trzeba zając ręce przez te 14 godzin w pozycji półwertykalno-półhoryzontalnej w samolocie, a na SkyBar nie ma co liczyć (słyszałem opinie, że w połowie lotu zapasy się kończą i od międzylądowania współpasażerowie patrzą na siebie jakoś tak inaczej, jakby wilkiem…)
Z rzeczy ważnych to by było mniej wiecej tyle. Ale najważniejsza jest przecież…

Obca waluta

Czyli odwieczny problem. Ile i jaką walutę zabrać? Co wyjazd wciąż te same dylematy. Kupić EUR, czy USD? Płacić nimi, czy wymieniać? A jak wymieniać, to gdzie? W kantorze, banku, hotelu, czy już na lotnisku? A może trochę się zaangażować, i poszukać gdzieś na mieście waluty docelowej?

Z informacji wyszperanych po różnych forach wynika, że najpewniej i najtaniej będzie kupić EUR/USD i wymienić je na miejscu (nie na lotnisku, ani w hotelu!). Płacenie obcą walutą jest możliwe, ale bardzo nieopłacalne. A co z hardcore’owcami, biorącymi ze sobą tylko plastik (w sensie kartę, nie towarzyszkę podróży)? W Tajlandii jest ponoć dużo bankomatów (ATM). Prowizja za wypłatę to 150 THB, nawet, jeśli Twój bank nie pobiera opłat za korzystanie z nich za granicą. Do tego dochodzi podwójne przewalutowanie (PLN > USD > THB). Żywa gotówka w łapie, to przede wszystkim komfort, kontrola finansów i poniekąd bezpieczeństwo również.

Tylko jak sprawdzić, jaką wartość ma EUR i USD w Tajlandii? I tu z pomocą przychodzi nam niezawodny wujek Google. Tym razem pod postacią Google Finance, a ściślej rzecz ujmując samego konwertera walut. Dla lepszej przejrzystości przeliczeń zakładam, że oprócz gotówki, którą muszę dać pilotowi za fakultety, wstępy, opłaty i łapówki (kwota z góry narzucona w EUR przez biuro podróży) zabiorę 1.000 USD kieszonkowego. Dzisiejsze średnie kursy wg. Google wyglądają następująco:

1 EUR = 4,0977 PLN
1 USD =  3,1545 PLN

Tak więc za 1.000 USD musiałbym zapłacić 3.154,50 PLN. A to z kolei równowartość 769,82 EUR. Lecimy dalej.

1 EUR = 39,8624 THB
1 USD = 30,6870 THB

Zabierając więc do Tajlandii kupione w Polsce 1.000 USD wymieniłbym na miejscu na 30.687,00 THB. Gdybym wymieniał 769,82 EUR dostałbym 30.686,87 THB (o 0,13 THB mniej). Nie ma więc różnicy, czy pojedziecie z EUR, czy USD. Podobno EUR ma stabilniejszy kurs. Ale gdybyście nie zdążyli wymienić gotówki, prędzej uda się zapłacić w USD. A co, gdybym w Polsce zamiast EUR, czy USD kupił od razu THB?

1 THB = 0,111 PLN

Za rzeczone 3.154,50 PLN mógłbym kupić 28.415,92 THB. Jakby nie liczyć, ponad 2.200 THB (grubo ponad 200 PLN) w plecy.

Przypominam jednak, że powyższe wyliczenia dotyczą kursów średnich! Rzeczywiste stawki bankowo-kantorowe mogą być mniej korzystne. Trend powinien jednak być taki sam. [Dziś na kantor.aliorbank.pl (jeśli skorzystasz, oto mój kod referencyjny: 40BEN0RNKZBO) za 1 EUR płaciłem 4,1126 PLN, a za 1 USD 3,1789 PLN.]

Przy podejmowaniu decyzji o tym, jaką walutę wybrać, pamiętajcie, że w Tajlandii największym szacunkiem cieszą się wysokie ($100 i $50) nominały USD z najnowszej serii, czyli te z dużymi głowami prezydentów. Mniejsze nominały oraz starsze edycje mają zdecydowanie gorszy kursy wymiany. Ponadto pamiętajcie, że jak nie daj Boże zostanie Wam troszkę gotówki, to w Polsce EUR, czy USD nawet w mniejszych nominałach uda wam się sprzedać. Albo wykorzystacie je podczas następnej podróży. Jak zostaną Wam THB, możecie sobie nimi co najwyżej… pokój wytapetować.

No nic. Dopycham walizkę kolanem i idę w kimono. Od jutra urlop. Dasz wiarę?

PS: Dostaliśmy potwierdzenie, że nasz lot wystartuje o 21.05, a więc półtorej godziny później, niż planowano na samym początku. Około 06.00 blisko godzinne międzylądowanie w Omanie. O 15.15 będziemy w Bangkoku (wszystkie czasy lokalne).

Zdjęcie w topie: Maxim Zarya, źródło: 123rf.com

Leave a Comment

Start typing and press Enter to search