Lepiej zapobiegać, czy leczyć?

Zgodnie z informacjami Ministerstwa Spraw Zagranicznych w chwili obecnej w Tajlandii nie występują szczególne zagrożenia sanitarno-epidemiologiczne, w związku z czym nie są wymagane specjalne szczepienia. I na tym w sumie można by było zakończyć ten temat. Jednakowoż naszym celem są bądź co bądź tropiki, warto więc zadbać o własne zdrowie i mieć świadomość, w jakie rejony i jakie warunki klimatyczno-higieniczne się wybieramy.

Szczepienia to podstawa

Azja. Brzmi i pięknie i egzotycznie. Mimo, iż nigdy tam jeszcze nie byłem (geograficznie raz, zwiedzając centralną Turcję, ale umówmy się, taka to Azja, jak Ursus częścią Warszawy…) przed oczami zawsze staje mi brud, smród i pożółkłe paznokcie. Bleeee. Nic więc dziwnego, że każda broszura, każdy katalog i każdy przewodnik napominają do rygorystycznego przestrzegania zasad higieny oraz wzmożonej ostrożności gastronomicznej. Na wszelki wypadek, na około 3 miesiące przed wyjazdem odwiedzam więc lekarza medycyny podróży i po odbytej konsultacji decyduję się przyjąć profilaktyczne szczepienia przeciw durowi brzusznemu (tyfusowi) oraz polio, tężcowi i błonicy. Dwa ukłucia i 310 PLN mniej w portfelu. Na szczęście 2 lata wcześniej przyjąłem trzydawkową porcję przeciw WZW typu A+B (~500 PLN). Akurat tę szczepionkę powinien przyjąć każdy. Bez względu na cenę, cele swoich podróży, bądź ich absolutny brak. Profilaktycznie.

Podobno opieka medyczna stoi w Tajlandii na bardzo wysokim poziomie. Dostęp do niej jest powszechny, ale jednocześnie relatywnie drogi w stosunku do krajów europejskich. Jak donoszą różne źródła, cena standardowej wizyty lekarskiej wynosi około 800-1.800 THB, a doba w szpitalu (zależnie od standardu) od 2.000 do nawet 20.000 THB. Ale to nie hospitalizacja powinna być celem naszej podróży, dlatego warto zapobiegać!

Malaria

Oprócz zagrożeń wynikających z innego klimatu, braku higieny tambylców, ostrości kuchni oraz innej flory bakteryjnej, w Tajlandii istnieją pewne regiony, w których odnotowuje się zagrożenie malaryczne (np. północne dzielnice, graniczące z Birmą i Kambodżą). Wybierając się w rejony ryzyka, powinniście co najmniej skontaktować się z lekarzem (najlepiej medycyny podróży, bo on nie będzie panikował) w celu zwiększenia swojej świadomości w tym zakresie. To bardzo istotne, żeby wiedzieć jakie jest zagrożenie i jak z nim walczyć.

Nie istnieje szczepionka zapobiegająca malarii. Na rynku są natomiast różne specyfiki pod postacią tabletek. Pamiętajcie jednak, że zapobiegawcze przyjmowanie chemii przeciw malarii ma zawsze silne skutki uboczne! Lekarz, z usług którego miałem przyjemność korzystać powiedział, że przypadki zarażeń są znikome, a przeżywalność zarażonych turystów bardzo duża. Do mojej indywidualnej decyzji pozostawił ewentualne przyjmowanie leków. Polecił Malarone, jako środek najłagodniejszy dla wątroby. Ja się nie zdecydowałem. I to nie ze względu na cenę (2 listki kosztują ok. 400 PLN), a wcześniejsze doświadczenia z dość skutecznie prowadzonymi akcjami marketingowymi przez polskie firmy farmaceutyczne. Choć leczenie malarii jest uciążliwe, a sama choroba dość ciężka do przebycia, to jednak bardzo skuteczne. Świadomie zaryzykuję.

Rezygnując z tabletek nie można jednak zapominać o istniejącym zagrożeniu! Należy stosować profilaktykę, czyli nie dać się gryźć, a tam gdzie o malarii się nie słyszy, nie panikować! Wybierając się do Tajlandii, czy generalnie tropików, koniecznie trzeba zaopatrzyć się w środki przeciwko komarom i innym insektom, zawierające składnik DEET (związek chemiczny skutecznie odstraszający owady). Zaopatrzyłem się w takowe (Mugga) na popularnym serwisie aukcyjnym. Zwróćcie uwagę na zawartość DEET. Ja zdecydowałem się na najmocniejsze dostępne w Polsce – 50%. Repelenty są wysoce zalecane w głębi kraju, a zwłaszcza w czasie wypraw do dżungli. Nie stosujcie ich na południu – szkoda skóry. Mniej wygodne, ale za to dające większe poczucie bezpieczeństwa i komfort snu są moskitiery. Polecam używać łącznie.

Lepiej zapobiegać, niż leczyć. Piękne hasło. Farmaceutyczny marketing w czystej postaci. O ile szczepienia dają realną i długotrwałą ochronę, o tyle Malarone, Lariam, Daraprim itp. oprócz tego, że chronią przed pierwotniakami wywołującymi malarię, z równie dużą skutecznością szkodzą na nerki, wątrobę, czy serce. Zdrowiej będzie się nasmarować, a już najzdrowiej, nie dać się ugryźć! Czego sobie i Wam życzę! 😉

Zdjęcie w topie: autor nieznany, źródło: pinterest.com

Leave a Comment

Start typing and press Enter to search