Baśniowa Tajlandia?

Równo za miesiąc upragniony urlopik. W tym roku nadejdzie wyjątkowo późno, ale za to ma być inny, niż wszystkie dotychczasowe. Chociaż już kilkukrotnie wyjeżdżałem poza granice administracyjne Europy, katalog z tzw. „egzotyką” grany jest po raz pierwszy. A żeby nie był to pierwszy i ostatni raz, na celowniku naszym znalazła się Tajlandia. Co prawda Azja nigdy nie była moim upragnionym kierunkiem (spojler alert: nie była jest tu stwierdzeniem całkowicie na miejscu), ale moja lepsza połówka postawiła ultimatum: Tajka, albo Chiny. Wybrałem mniejsze zło*. Przynajmniej zamiast psów, jadają tam szczury… 😉

Zachęcony różnymi turystycznymi blogami, również tymi, w których turyści opisują swoje wrażenia z podróży do Tajlandii postanowiłem spisywać swoje spostrzeżenia i wrażenia (w miarę możliwości na gorąco, podczas zwiedzania). Dla potomnych. Być może trafiliście tu wiele, wiele miesięcy po moim wyjeździe. Być może nie o wszystkim, o czym chcielibyście wiedzieć, napisałem. Nie bójcie się dopytać.

Tak więc, jak już wspomniałem, do wyjazdu pozostały 4 tygodnie. To dobry moment na rozpoczęcie przygotowań. Ale zanim przygotowania, o czym napiszę w osobnym wpisie, dziś parę technicznych informacji i próba znalezienia odpowiedzi, czy Tajlandia rzeczywiście okaże się być baśniowa?

Na początek kilka zabawnych faktów:

A teraz już na poważnie. Za Wikipedią:

Królestwo Tajlandii, Prathet Thai, ราชอาณาจักรไทย Państwo w południowo-wschodniej Azji, graniczące z Laosem, Kambodżą, Malezją  oraz z Mjanmą. Niegdyś nazywane Syjamem. Jest krajem nizinnym, położonym na Półwyspie Indochińskim.

Język urzędowy: tajski

Stolica: Bangkok, a właściwie: Miasto aniołów, wielkie miasto, wieczny klejnot, niezdobywalne miasto boga Indry, wspaniała stolica świata wspomaganego przez dziewięć pięknych skarbów, miasto szczęśliwe, obfitujące w ogromny Pałac Królewski, który przypomina niebiańskie miejsce gdzie rządzi zreinkarnowany bóg, to miasto dane przez Indrę, zbudowane przez Wisznu.

Ustrój polityczny: monarchia konstytucyjna

Głowa państwa: król Rama IX Bhumibol Adulyadej

Powierzchnia: 513.120 km2 (51. miejsce na świecie)

Liczba ludności: 67.091.089 (20. miejsce na świecie)

Religia: buddyzm (94,6%)

Waluta: baht (THB), 1PLN = ~10THB, 1USD = ~30THB, 1EUR = ~40THB

Strefa czasowa: GMT +6

Napięcie: 220 V, przejściówki nie są potrzebne

Obywatele Polski mogą podróżować do Tajlandii w celach turystycznych (do 30 dni pobytu) bez konieczności ubiegania się o wizę. Warunkiem jest okazanie paszportu ważnego min. 6 miesięcy od daty powrotu. 

Do rzeczy. Tegoroczny urlop spędzimy w Tajlandii w dniach 28 XI 2012 – 13 XIII 2012. Lecimy z biurem podróży Rainbow na imprezę zwaną Baśniowa Tajlandia. Po części objazdowej wypoczynek zaplanowaliśmy w hotelu Siam Bayshore, w miejscowości Pattaya.

Dlaczego wybraliśmy Tajlandię?

Królestwo Tajlandii położone jest w południowo-wschodniej Azji. I to w zasadzie tyle w tym temacie. Agnieszka zamarzyła o zwiedzaniu czegoś innego, niż opatrzona już nieco Europa. Miało być egzotycznie, ciepło i daleko na wschód. A że ostatnio zwiedzaliśmy Turcję w formule 7+7, chcieliśmy zwiedzać i odpoczywać. Kilka etapów twardej selekcji (kierunek, atrakcje, klimat, cena, termin i długość wyjazdu) przeszła jedynie Tajlandia.

Ten niezwykle malowniczy kraj interesował nas od dawien dawna. Jest co zobaczyć, jest co przeżyć, jest co zjeść, jest gdzie wypocząć i wreszcie jest się gdzie zabawić. Można tu spotkać dziko żyjące słonie, czy tygrysy. Są wspaniałe plaże i rajskie wysepki. Ale przede wszystkim można odwiedzić zabytki kultury tajskiej: niezliczone świątynie buddyjskie oraz niesamowite pałace królewskie. I zasmażka! Czyli zachwalana absolutnie przez wszystkich tajska kuchnia. Mi już ślinka cieknie. A tu jeszcze 30 dni do wylotu…

A dlaczego Rainbow?

Po pierwsze primo mamy do nich zaufanie. Co prawda słowa te są nieco na wyrost, bo tylko raz z nimi byliśmy na urlopie, ale za to wróciliśmy w pełni usatysfakcjonowani zarówno obsługą, jak i atrakcyjnością programu. Z Rainbow często również jeżdżą nasi znajomi i zawsze wracają zadowoleni. Po drugie primo mają bardzo dobre opinie klientów. Przede wszystkich tych wybierających wycieczki objazdowe. A na takich nam najbardziej zależało. Wiadomo, o gustach i kolorach się nie dyskutuje, ale są kwestie bezsporne. Po trzecie primo to duże biuro podróży, publikujące co kwartał dobre wyniki finansowe, a więc z minimalnym ryzykiem upadku. A to ważne, jak za wyjazd płaci się blisko 6 miesięcy przed wylotem. No i last, but not least: program wyjazdu. Zobaczymy wszystko, co jest do zobaczenia. Niestety oprócz najbardziej rajskich widoków południa, bowiem część pobytowa została zaplanowana w Pattayi. Wedle mojej wiedzy, żadne biuro podróży nie oferuje objazdu po północy kraju i wypoczynku na jego południu. Cóż, jeszcze tam się kiedyś będziemy musieli wybrać. Nie ma tego złego… 😉

Dwa słowa o tym, co zobaczymy: Bangkok (Świątynia Złotego Buddy, rynek kwiatowy w Chinatown, Pałac Królewski, Wat Pra Kaeo z niewielkim Buddą Szmaragdowym, rejs łodzią po kanałach, pływający targ w Damnoen Saduak); Muzeum Budowniczych Mostu na Rzece Kwai; most na rzece Kwai; przejazd tzw. Koleją Śmierci; Ayutthaya – dawna stolica Tajlandii; liczne ruiny i kompleksy świątyń; świątynia Wat Mahathrat w Phitsanulok; park historyczny w Sukothai; wioski plemion górskich (w miarę możliwości będzie to osada plemienia Padaung, znanego bardziej jako „Długie Szyje”, w przeciwnym wypadku zobaczymy inne plemiona górskie tego regionu); położone najdalej na północ miasto Tajlandii – Ma Sa; przejażdżka rikszą motorową po miasteczku Takilek w Birmie; rejon Złotego Trójkąta; najpiękniejsze, dziewicze tereny kraju; wizyta w ogrodzie orchidei i „szkole słoni”; przejażdżka na słoniach przez dżunglę, bryczkami ciągniętymi przez woły oraz spływ tratwami; Wat Doi Suthep. Pełen program dostępny na stronie r.pl.

A hotel?

Rainbow nie ma zbyt szerokiej oferty, jeśli chodzi o hotele w Pattayi. Wybraliśmy pomiędzy Furama Jomtien Beach, a Siam Bayshore. Oba miały bardzo dobre opinie i bardzo zbliżone ceny. Wybraliśmy ten drugi, ponieważ jest mniejszy, znajduje się blisko centralnego deptaku (co może mieć jakieś znaczenie, bowiem z wyżywienia mamy tylko śniadania), no i ma piękny ogród. Czy wybór będzie słuszny? Okaże się.

Co z tą baśniowością?

Po przeczytaniu 3 różnych przewodników i niezliczonych blogów nasze apetyty są mocno zaostrzone. W katalogach i na zdjęciach wszystko wygląda wspaniale. Jak będzie? Pożyjemy, zobaczymy. Na razie musieliśmy wyłożyć bajecznie dużą kwotę… 😉

PS: Na dzień dobry dostaliśmy mocnego strzała prosto w nos. I to od samego Rainbow. Ale o tym w następnym wpisie

*Chiny oczywiście też kiedyś odwiedzimy. Bezapelacyjnie turystycznie są bardzo ciekawe. Ale jakoś mnie odrzuca od tych pożółkłych, długich paznokci i wszechobecnego smrodu… Ta decyzja musi we mnie po prostu dojrzeć…

Leave a Comment

Start typing and press Enter to search